cc dla decca classics

cc dla decca classics

Giovanni Battista PERGOLESI
Adriano in Siria

Franco Fagioli Romina Basso
Yuriy Mynenko Dilyara Idrisova
Juan Sancho Çiğdem Soyarslan
CAPELLA CRACOVIENSIS
Jan Tomasz Adamus
Decca 2016

Adriano in Siria, podobnie jak pozostałe drammi per musica Giovanniego Battisty Pergolesiego, przez dwa i pół stulecia tkwił w zapomnieniu. Tymczasem kompozytor za życia był w muzycznym Neapolu postacią pierwszoplanową. Dziś, kiedy jego dorobek przywracany jest współczesności, możemy się przekonać, że zapomnienie było całkowicie bezzasadne i docenić jego kompozytorski kunszt.

„Cała […] Capella Cracoviensis prowadzona przez swego szefa Jana Tomasza Adamusa zdaje trudny egzamin w stopniu celującym” [Jacek Marczyński, Rzeczpospolita]

„orkiestra dodaje swoją niezwykłą energię. Nic dziwnego, że Decca podtrzymuje współpracę z Capellą” [Dorota Szwarcman, Polityka]

„Capella Cracoviensis pod dyrekcją Jana Tomasza Adamusa jest prawie skończenie doskonała” [Jean Luc Izard, Operaphile]

„[CC] podkreśla brzmienie solistów, począwszy od żywej, błyskotliwej i miłej dla ucha uwertury aż po recytatywy, którym towarzyszy ta muzyka, z czułością i szacunkiem odnosząca się do głosów” [Anne-Laure Faubert, Bachtrack]

Informacje o płycie znajdziecie Państwo tutaj.

„Popisowe pojednanie Partów“
(Dominik Troger)

W Theater an der Wien zaprezentowano w wersji koncertowej  „Adriano in Siria“ Giovanniego Battisty Pergolesiego – i dla melomanów, którym bliska jest opera barokowa, ten wieczór był obowiązkowy, ze względu na obsadę największego formatu.

„Adriano in Siria“ oparty jest oczywiście na libretcie Pietra Metastasia, Romano Poeta Cesareo. Prapremiera odbyła się w roku 1734, w Neapolu. Akcja serwuje tradycyjną „operę mydlaną” epoki baroku, o miłości, intrydze, zazdrości i o ostatecznie oczyszczonym władcy, który okiełznawszy swoje emocje ukazał wzorowe i cnotliwe oblicze. Za Hadrianem kryje się rzymski cesarz, który w późniejszych stuleciach uchodził za symbol wzorowego władcy. To właśnie Hadrian pokazał Partom, gdzie leży Rzym, jednakże miłość do Emireny, córki Osroy – króla Partów, wyprowadza go z duchowej równowagi. Zarówno partyjski wódz Farnaspe – narzeczony Emireny – a także Rzymianka Sabina – zaręczona z Hadrianem – są temu przeciwni. Aquillio, powiernik cesarza, któremu spodobała się Sabina, swymi intrygami potęguje zamieszanie. Ale historia oczywiście kończy się szczęśliwie i w finale tworzą się odpowiednie pary. Poza tym cesarz wspaniałomyślnie ponownie ustanawia króla partyjskiego władcą.

Pod względem muzycznym dominuje przede wszystkim wirtuozeria śpiewu, o – podsumowując – zbyt jednolitej, „reprezentatywnej intonacji“. Podczas prawykonania, słynny kastrat Caffarelli śpiewał rolę Farnaspe, a Pergolesi niemal wtłoczył śpiewakowi partię w gardło, podczas której słuchacze wstrzymują oddech, z obawy, że występującemu artyście mogłoby zabraknąć powietrza. Co oczywiście nie następuje.

Pergolesi nie oszczędzał Caffarellego. Już jego pierwsza aria „Sul mio cor so ben“, wikła w pierwszych taktach odtwórcę Farnaspe, w skoki interwałowe, które łącznie obejmują dwie oktawy. Niczym zapłon przy starcie rakiety, i w tym momencie występujący artysta może przedłożyć swoją „wizytówkę“. Ukoronowanie, przeskok w dół o dwie oktawy plus jeden półton, mniej więcej jak ukrycie naprędce dziesięciometrowej deski, zadanie jakie postawił Pergolesi śpiewakowi w arii „Torbido in volto e nero“, w scenie, która zamyka drugi akt. I aby śpiewak się nie nudził, cała aria jest oprócz tego przystrojona długimi  szeregami szesnastek. Tak wirtuozerskie zaangażowanie głosu dorównuje niejako akrobatom trapezowym, którzy balansują w powietrzu na długich linach. Również i Pergolesi podążał za modą opery neapolitańskiej, i widać w tym lekką przesadę. Pod względem muzycznym wielce ujmujący jest finał pierwszego aktu, kiedy to Farnaspe w „Lieto così talvolta“, w duecie z obojem, odkrywa swą sentymentalną stronę. Śpiewa o zniewolonym ptaku, którego myśli krążą wokół miłości i wolności.

Jako Farnaspe został obsadzony Franco Fagioli. Jego kontratenor charakteryzuje się nadzwyczaj dużą skalą – co tego wieczoru wzorowo zademonstrował. Jego tembr jest bardzo charakterystyczny, jest nieco intensywniejszy niż to się przeważnie słyszy u kontratenorów, jak gdyby ktoś użył bardziej specyficznych perfum – i w przywołanym „Lieto così talvolta“, podążał za uwodzicielskim dźwiękiem oboju, śpiewem o prężnych konturach, który tragiczną słodycz dźwięku oboju jakby doprawił kawałkiem kremowej, słodko-gorzkiej czekolady.

W tłumnie uczęszczanym wiedeńskim Theater an der Wien, publiczności nadarzyła się sposobność dokonania odkrycia wokalnego: Dilyara Idrisova, przybyła z miasta Ufa, podbijając światowe sceny operowe i podczas jej pierwszego występu w Theater an der Wien udowodniła, że jest bardzo obiecującą artystką. Jako Sabina przekonywała swoim lirycznym sopranem koloraturowym, wzbogaconym miękkim,  lekko czerwono-złotym zabarwieniem, które nadało mu śródziemnomorskiego blasku. W górnych rejestrach dominowały jasne i pewne, najwyższe dźwięki, a ozdobniki realizowała  dynamiczne i  precyzyjnie. Młodzieńczość i świeżość nieco przesłoniły charakter dramatyczny.

Podczas prapremiery Hadriana śpiewała sopranistka. W Theater an der Wien wykonawcą był kontratenor Yuriy Mynenko. Jego głos ma delikatniejszy i jaśniejszy tembr niż głos Fagioliego, nie nazbyt rozległe, ale twarde metaliczne brzmienie, które nadaje wyrazistą oprawę. Mynenko podołał temu wyzwaniu z dużą wprawą i lekkością w głosie, nawet jeżeli Pergolesi zdecydowanie bardziej efektowne numery przerzucił na postać Farnaspe.

Partyjską księżniczkę Emirenę, kreowała Romina Basso. Mezzo Rominy Basso jest od dłuższego czasu koryfeuszem opery barokowej. Jej na wskroś dopracowany, nieco zmanierowany śpiew, był jednak dla tej partii może odrobinę za „poważny“ i mógł wypaść trochę bardziej energetycznie. Punktem kulminacyjnym był duet z Farnaspe w wykonaniu Fagiolego, w trzecim akcie, w którym obydwa głosy doskonale się uzupełniały pod względem ekspresji, a energia Fagioliego oraz wytrzymałość Basso ujmująco współgrały. Zresztą przed dwoma laty Romina Basso zaśpiewała Sabinę w opracowaniu muzycznym materiału Francesca Marii Veraciniego, w wersji koncertowej, w Theater an der Wien.

Tenorem, ostatnimi czasy z lekkim zabarwieniem barytonowym, ale tak czy inaczej smukłym, bystrym i lirycznym, brzmiał Juan Sancho jako ojciec Emireny, który swój partyjski gniew, z żarliwością, umiejętnie skierował przeciw Rzymianom. Pergolesi skomponował dla Osroy kilka efektownych numerów, które Sancho równie efektownie zdołał zrealizować. Sofia Formia stara się swoim lirycznym sopranem odegrać Aquillia, postać, której potencjał do snucia intryg Pergolesi – w moim mniemaniu – nie do końca opracował jak należy. Formia, przy występie pełnym wdzięku, w zbyt małym stopniu skupiała uwagę publiczności. Partia ta już podczas prapremiery była pomyślana dla sopranu jako rola spodenkowa, i przez to jako osoba zaufana, ale również jako antagonista Hadriana, być może niezbyt silnie odróżnia się od postaci tytułowej.

Gra Capelli Cracovensis, pod batutą Jana Tomasza Adamusa, to lekko jedwabisty dźwięk skrzypiec, ale i unikanie zbytniej szorstkości oraz zbyt silnego podkreślenia basu. W ten sposób muzykę Pergolesiego otuliła wczesnoklasyczna poświata, z przebijającym się promykiem przyszłości, co w moim odbiorze było bardzo ujmujące. Oboistka, która w przywołanej arii zaprezentowała swój potencjał solowy, jeszcze bardziej zwracała na siebie uwagę.

Po zakończeniu występu, nagrodą za udane przedstawienie były wspaniałe minutowe oklaski publiczności, która nawet po poszczególnych ariach nie szczędziła na aplauzie. Wieczór trwał nieco ponad trzy godziny, wliczając jedną przerwę.